niedziela, 4 stycznia 2015

Hobbit: Bitwa Pięciu Armii

Jeśli w tym wypadku komukolwiek robi to różnicę: w tekście są spoilery.


Może to błędne wrażenie, ale wydaje mi się, że w przypadku ocen najnowszego Hobbita rolę większą niż zazwyczaj odgrywa osobisty stosunek komentatorów do filmu. Postanowiłam więc dołączyć do zabawy i też poczynić na początku wyznanie z głębi duszy. Otóż: twórczość Tolkiena lubię i poważam, ale nie jestem jej specjalną fanką, jacksonowskiego Władcę Pierścieni widziałam prawdopodobnie mniej razy, niż powinnam, a już poprzednie części adaptacji Hobbita, choć zasadniczo przyjemne, poruszyły mnie raczej słabo i na krótko. Na ostatnią z nich szłam więc do kina bez wielu emocji - i jeżeli ten tekst jest dość zdecydowany w tonie, to nie dlatego, że twórcy zranili moje uczucia czy nie sprostali hołubionym wyobrażeniom. Ja po prostu srodze wymęczyłam się na seansie bardzo moim zdaniem złego filmu.