wtorek, 9 grudnia 2014

Jak sprzedać mieszkanie



Zdobyłam Mądrość. Nie było łatwo: potrzebowałam miesięcy (jak dotąd dziesięciu) dwuosobowych poszukiwań, setek przejrzanych ogłoszeń, regularnych wizyt w mieszkaniach obcych ludzi... W zamian za to jednak, choć główny cel tych wysiłków, czyli mieszkania kupienie, wciąż nie został osiągnięty, zostałam ekspertką w dziedzinie przeciwnej: jego sprzedaży. Metody, które udało mi się wyodrębnić, są ponad wszelką wątpliwość niezawodne. Muszą być, wszak stoi nimi cały krakowski rynek nieruchomości. Ponieważ zaś takiej wiedzy nie godzi się zachowywać dla siebie, będę radzić. Może dzięki temu i Ty już wkrótce skutecznie sprzedasz (jakieś) mieszkanie?

I. Zgłoś się do pośrednika. Prawie wszyscy to robią, a wiadomo, że większość nie może się mylić, prawda? Pośrednicy na pewno sprzedadzą Twoje mieszkanie lepiej niż Ty sam. Sam nie potrafiłbyś tak dobrze nie odbierać telefonów od zainteresowanych, nie być w stanie udzielić informacji o nieruchomości na poczekaniu i nie oddzwaniać z nimi później, ani konsekwentnie obiecywać, że pewnie, umówisz się z klientami na oglądanie, i konsekwentnie to później olewać.

niedziela, 30 listopada 2014

Bohaterowie różnorodni


Nie będę recenzować Kosogłosa. Trzecia odsłona Igrzysk Śmierci doskonale spełniła moje oczekiwania względem niej: to niezła (choć nie porywająca) rozrywka na jeden raz. Fabuła jest dość dramatyczna, żeby wywoływać napięcie, ale zarazem na tyle naiwna, że trudno przejąć się nią tak naprawdę; poziom niedorzeczności nie wykracza poza ten z poprzednich części; Jennifer Lawrence ładnie śpiewa - w sumie dostajemy równą kontynuację serii, którą od początku trudno było uznawać za wybitną. Nie mam więc potrzeby specjalnie się nad filmem rozwodzić i nie pisałabym o nim w ogóle, gdyby nie jedna nadzwyczaj ciesząca mnie rzecz: otóż ten mainstreamowy, kasowy hit znakomicie radzi sobie z reprezentacją.

wtorek, 25 listopada 2014

Mit Galicji

Smutek i żal: zwiedzający nie mogą fotografować ekspozycji. Postaram się znieść ten ciężki cios z godnością i przynajmniej podlinkować kilka zdjęć - a na początek jeden z moich ulubionych ostatnio plakatów wystawowych.
 

Od jakiegoś czasu nosiłam się z zamiarem napisania zbiorowego posta o kilku bieżących krakowskich wystawach, na które i tak się wybieram. Ponieważ jednak myślę o tym już dłuższą chwilę, a do tej pory udało mi się dotrzeć tylko do MCK-u (bo nie dość, że trzeba się zajmować licencjatem, to jeszcze co i rusz napatacza się a to World Press Photo, a to konwent serialowy w Artetece), poddaję się i chwilowo piszę tylko o czynnym do marca przyszłego roku "Micie Galicji". Ostatecznie nie wszystkie wpisy muszą być mierzone w metrach.

niedziela, 16 listopada 2014

Interstellar


Spoilery w tekście są drobne i raczej nie powinny psuć odbioru filmu.

Na Interstellar wybierałam się nastawiona raczej ostrożnie. Interesujący trailer jeszcze o niczym nie świadczy, filmy Nolana lubię, ale bez fanatyzmu - byłam więc przygotowana na różnego typu emocje. A jednak wyszłam z kina zaskoczona: szczerze zdumiał mnie poziom rozbieżności między tym, jak fantastycznie ten film się ogląda, a jak mało jest on poruszający w ostatecznym wydźwięku.

sobota, 27 września 2014

Odwołanie do natury




Przyznaję: nie potrafiłam znaleźć odpowiedniej ilustracji do wpisu, więc zdjęcie, choć pozytywnie nastraja, wiąże się z tekstem tylko przy pewnej dozie dobrej woli odbiorcy. Nadrabia za nie piosenka, trafna podwójnie: bo zgadza się i deklaracja z pierwszych wersów, i fakt, że raczej nie napiszę tu niczego, co nie zostałoby już wcześniej przez kogoś powiedziane. Jednakowoż (i tu bronimy się przed pesymistyczną interpretacją utworu) czasem powtórzenia w różnych wariantach też bywają potrzebne. A tak właśnie jest chyba w tym wypadku, bo chociaż regularnie natrafiam na przejawy krytyki wobec stosowania odwołań do natury jako argumentów, wciąż równie często spotykam się z używaniem tego zabiegu w najlepsze. Homoseksualizm, role i przywileje płciowe, granice zdobienia ciała, wegetarianizm - wartościowanie tego wszystkiego za pomocą pojęcia natury jest bardzo łatwe. Szkoda tylko, że stoi za nim splot zupełnie błędnych założeń.

czwartek, 18 września 2014

Polcon 2014


W listach do czasopism przed prośbą o poradę we wstydliwej sprawie widuję czasem usprawiedliwiającą frazę "moje życie tak się potoczyło, że...". Otóż moje życie tak się potoczyło, że przed tegorocznym Polconem tylko raz byłam na konwencie. Poniższe uwagi będą więc zapisem wrażeń nowicjuszki - nawet to niewielkie doświadczenie zachęca mnie jednak do dalszego uczestnictwa w fandomowych igraszkach.

piątek, 12 września 2014

Bielsko-Biała


Ostatnio usłużne internety w niedalekich odstępach czasu podsunęły mi dwie rzeczy: ładne zdjęcia Bielska-Białej oraz wiadomość, że właśnie tam odbywać się będzie tegoroczny Polcon. Ich zestawienie zaowocowało wycieczką - a ponieważ okazało się, że miasto rzeczywiście jest piękne, teraz spłacam internetom swój dług. Może też zachęcę kogoś do odwiedzenia Bielska; w każdym zaś razie będę ponęcać i powabiać. 

niedziela, 24 sierpnia 2014

Dwunasty

Źródło
Poniżej spoilerów jak mrówków. 

Zdaję sobie sprawę, że przy tak niewielkim gronie odbiorców bloga dodatkowe zawężanie go może spowodować, że wpisu nie przeczyta nikt. Tak się jednak składa, że mamy nowego Doktora - i to jest rzecz niemożliwa dla mnie do zignorowania. Dlatego wmawiam sobie, że być może znajdzie się tu mimo wszystko ktoś, kto Doctora Who ogląda, bo ekscytuję się bardzo i muszę coś z tym zrobić. A, jak już w dzieciństwie nauczył mnie niejaki Siara, jak muszę to muszę.

sobota, 23 sierpnia 2014

Rekin z parku Yoyogi


Ponieważ Japoński wachlarz Joanny Bator podobał mi się bardzo i właściwie bez zastrzeżeń, po jej najnowszą książkę podejmującą tę samą tematykę - obserwacje i przeżycia zgromadzone podczas długotrwałych pobytów pisarki w Japonii - sięgnęłam właściwie przekonana, że będzie równie dobra. I tak oto po raz kolejny zostałam ukarana za wydawanie przedsądów, bo choć Rekin z parku Yoyogi jest ciekawy i warty przeczytania, tym razem zastrzeżenia, i to trochę więcej niż drobne, jednak mam.

niedziela, 10 sierpnia 2014

Off Festival 2014


Na wstępie chciałam zaznaczyć, że tytuł posta nie jest całkowicie precyzyjny. Piszę co prawda w związku z tegoroczną edycją festiwalu, część uwag związanych z organizacją imprezy czy panującą na niej atmosferą zgadza się też jednak z moimi wrażeniami z ubiegłego roku. Wcześniej na Offie nie byłam, podejrzewam jednak, że pewne rzeczy generalnie się tam powtarzają (zamierzam badać tę kwestię przy kolejnych okazjach). Polecam więc poniższy tekst, jeśli ktoś nigdy nie uczestniczył w tym festiwalu - a nuż pomoże w decyzji o przyjeździe następnym razem.

czwartek, 31 lipca 2014

Masters of Sex

Tekst bezspoilerowy.

Mniej więcej od wyemitowania połowy pierwszego sezonu staram się jak mogę przekonywać bliźnich, że Masters of Sex to świetny serial i warto go obejrzeć. Niestety, jak do tej pory mam raczej niską skuteczność: wytaczam więc poważniejsze działa i z namawiania ustnego przerzucam się na pisemne. Bo choć nie mogę ręczyć za właśnie wyświetlany drugi sezon - odcinki pokazane do tej pory nie zawodzą, ale było ich dopiero trzy - przynajmniej pierwszy jest znakomity.

czwartek, 17 lipca 2014

Jak wytresować smoka 2

Spoilery w poście są tylko dwa (jeśli w ogóle) i oznaczone, można czytać bez obaw.

Jeżeli wybieram się na jakiś film do kina, nie sprawdzam wcześniej jego recenzji - chcę wyrobić sobie własną opinię przed poznaniem cudzej. Tym razem też po żadną nie sięgnęłam, dotarły do mnie jednak stwierdzenia, że Jak wytresować smoka 2 jest naprawdę świetne. Zastanawiam się więc, czy to nie właśnie wynikające z tych zachwytów wysokie oczekiwania powinnam obwiniać za swój odbiór filmu - bo szczerze powiedziawszy, jestem nim trochę rozczarowana. Pierwszą część uważam za jedną z lepszych animacji, jakie widziałam. Druga wciąż jest całkiem przyjemna, ale nie budzi już u mnie takiego entuzjazmu i chęci powtórzenia seansu.

niedziela, 15 czerwca 2014

II: Don't bang the drum

Źródło. Koncert Goat - mój ulubiony występ z ostatniego Off Festivalu.
Wczoraj była mowa o sacrum, dzisiejszemu wpisowi patronuje utwór o nieumiejętności jego poszanowania.


W ostatnim poście pisałam o koncertach w tonie bardzo afirmatywnym. To „w poprzednim odcinku” niech posłuży nie tylko jako kontekstualizacja dzisiejszego tekstu, ale też przypomnienie, że z tymi wydarzeniami łączą się dla mnie uczucia przede wszystkim pozytywne - dlatego tak silnie odczuwam wszelkie ich zakłócenia. A będę się odnosić do ze wszech miar banalnego przejawu tych ostatnich: gadającej publiczności.

sobota, 14 czerwca 2014

I: With my feet upon the ground I lose myself between the sounds

Źródło. Ze Spodka zdjęć jeszcze nie ma.

Między innymi o muzyce.

Łatwiej jest mi pisać o problemach. Myślę, że przyczyny tego faktu rozpięte są gdzieś pomiędzy wrodzoną zrzędliwością a przekonaniem, iż jednak plucie jadem przy pewnej dozie konstruktywnych argumentów może mieć wartość interwencyjną. Kiedy natomiast coś mi się podoba, interwencję naturalnie uważam za niepotrzebną; po co więc się rozpisywać? Oczywiście widzę słabe strony tego rozumowania - także i fakt, że w ten sposób zwalniam się z nauki werbalizowania różnych uczuć, pracując tylko nad wyrażaniem takich, które (również w mowie) częściowo należałoby może raczej stłumić. Dzisiaj podzielę się więc tym, co dobre - bo hej, we wtorek byłam na koncercie NIN i znów wydarzyło się coś wspaniałego. Trochę rytuał. Trochę katharsis.

poniedziałek, 19 maja 2014

Przywłaszczenie, kradzież, wymiana


Codziennik Feministyczny był niedawno łaskaw przypomnieć mi o problemie, który raz na jakiś czas za pośrednictwem mediów psuje mi krew. Opublikowany przez niego tekst dotyczy przywłaszczeń kulturowych i doskonale mieści w sobie to, co denerwuje mnie w dyskursie dotyczącym dyskryminacji etnicznej. Nie zamierzam przeprowadzać szczegółowej krytyki artykułu - zwłaszcza, że niektóre fragmenty, jak ten o prawie białych do noszenia dredów, ośmieszają się same w sposób chyba zbyt ewidentny, żeby jeszcze im w tym pomagać. Pozwolę więc sobie dla wygody potencjalnych czytelników posta streścić główną myśl tekstu: przywłaszczeniem kulturowym jest każde zapożyczenie elementów kultur mniejszościowych przez osoby niebędące ich członkami. To zjawisko złe, obraźliwe (dla okradanych), rasistowskie i grożące "pominięciem pierwotnego znaczenia i kontekstu" adaptowanego elementu, który bez owego tła nie powinien w żadnym wypadku funkcjonować, nawet jeżeli to strój albo fryzura.
Głęboko niepokoi, a jeszcze bardziej denerwuje mnie taka - jak zaznaczyłam, obecna także w życiu publicznym - wizja wymiany międzykulturowej.

czwartek, 8 maja 2014

Londyn II

Drugą część relacji z Londynu rozpoczynam od Temple - bo tak się składa, że mam stamtąd dość przyjemne zdjęcie doskonałe na zachęcający początek posta. Taka jest moja perfidna motywacja.

piątek, 2 maja 2014

Londyn I

Tak się złożyło, że w zeszłym miesiącu dwukrotnie miałam okazję odwiedzić Anglię (nie byłam tam nigdy wcześniej). Teraz więc nieuchronnie przyszedł czas na podzielenie się wrażeniami w internecie - ostrzegałam, że tak będzie. Chronologicznie, na pierwszy ogień idzie Londyn.


niedziela, 27 kwietnia 2014

Kultura a zawód

Natrafiłam na taki oto tekst, zachęcam do przeczytania. Po pierwsze, bo zasadniczą tezę uważam za bardzo wartościową, po drugie, bo - co tu ukrywać - chciałabym, żebyście przeczytali i mojego posta. A mimo pochwały będę polemizować.

czwartek, 10 kwietnia 2014

Only Lovers Left Alive




Jeżeli w filmowej rozmowie pojawia się Jack White i jego pozycja w rodzinie, mogę zrobić tylko jedno:



Być może przyjdzie kiedyś dzień, w którym uda mi się pokonać własną prokrastynację - ale to jeszcze nie dziś. Dziś piszę o filmie, o którym napisali już prawdopodobnie wszyscy pozostali zainteresowani. Trudno: zakładając bloga automatycznie zgodziłam się, że moje opinie będą często fragmentem natłoku innych wypowiedzi na te same tematy. Może jednak mimo to ktoś wyciągnie z nich coś nowego.

piątek, 28 marca 2014

Dzień dobry



Sandman: Zabawa w ciebie, część I


Jak nakazuje święta tradycja blogowania, pierwszy post winien konstytuować tematykę tego przedsięwzięcia. Problem stanowi fakt, że raz już tworzyłam pod ściśle określonym szyldem, aż w końcu zupełnie przestał on pasować do tego, co chciałabym w internecie robić. I teraz, bogata w należną memu słusznemu wiekowi mądrość przeżytych lat, boję się drugi raz etykietować. Wybrałam więc określenia na tyle szerokie, że przy odrobinie dobrej woli można pod nie podciągnąć zapewne wszystko, co mam do powiedzenia: kultura (raczej pop-), lifestyle, sprawy społeczne. A w tej ramie mogę recenzować teksty, relacjonować wycieczki, wyzłośliwiać się na świat (lub świat zachwalać, teoretycznie nigdy nie wiadomo) i oddawać się innym przyjemnym aktywnościom.